niedziela, 25 stycznia 2015

Live , Banshee , zamulanie i....spacer z Karoliną

Jak ja kocham to uczucie kiedy nie możesz odpocząć po tych ciężkich , porąbanych , głupich  dniach w szkole bo myślisz o jutrzejszym dniu i zastanawiasz się czy wszystko zrobiłeś ,ale gdy dochodzi co do czego to i tak tego nie robisz . Nie nienawidzę szkoły i gdyby to ode mnie zależało to szkoły mogłyby być zamknięte.Całe szczęście zadzwoniła do mnie Karolina moja najlepsza przyjaciółka i wyszliśmy na dwór.Było mega fajnie .Wymyślaliśmy jakieś dziwne piosenki i wydurnialiśmy się jak zwykle. Gdyby nie ona pewnie nadal spałbym i słuchał MY CHEM'u ,ale i tak byłoby SUPER :P. Przy duchu trzyma mnie jedynie BANSHEE ...Ma LIVE .Jestem mega podniecony  i nie mogę się doczekać.Za pięć dni koncert Gerarda .Szkoda że nie mogę jechać ...kurde... . Tak się jaram . Kocham go i jego muzykę. Zamówiłem sobie dwie płyty My chemical romance będą pewnie w piątek .Nie mogę się doczekać. Idę czekać na live .

P.S Zdjęć nie będzie :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz